We wtorkowy poranek na lotnisku w Kruszynie zaroiło się od strażackich wozów i radiowozów. Zgłoszenie brzmiało poważnie – na płycie lotniska pali się awionetka. Był dym, były sygnały i szybka akcja służb. Na szczęście to tylko ćwiczenia.
Ćwiczenia odbyły się we wtorek, 21 kwietnia, na lotnisku Aeroklubu Włocławskiego pod Włocławkiem. Wzięli w nich udział pracownicy lotniska, strażacy, policjanci i ratownicy.
Scenariusz był prosty. Dyżurny służb dostał informację, że na terenie lotniska stoi płonąca awionetka. Chwilę później na miejsce ruszyły pierwsze zastępy.
Najpierw teren zabezpieczyli policjanci. Trzeba było zamknąć wjazd, odsunąć postronne osoby i zrobić miejsce dla straży pożarnej. Mundurowi kierowali też kolejne służby tak, żeby bez problemu dojechały na płytę lotniska.
Strażacy weszli do akcji zaraz po nich. Ugasili pożar i sprawdzili, czy ogień nie przenosi się dalej. Wszystko działo się szybko. Kilka minut i sytuacja była opanowana.
To nie była przypadkowa akcja. Ćwiczenia przygotowali pracownicy Aeroklubu Włocławskiego razem ze służbami. Chodziło o sprawdzenie, czy procedury działają tak, jak powinny i czy każda ze służb wie, co ma robić.
W takich sytuacjach liczy się czas. Ktoś musi przekazać zgłoszenie. Ktoś inny zabezpiecza miejsce. Strażacy gaszą pożar, policjanci pilnują terenu i pomagają w dojeździe kolejnych wozów. Na papierze wygląda to prosto. W praktyce trzeba to wcześniej przećwiczyć.
Ćwiczenia w Kruszynie miały pokazać, czy współpraca między lotniskiem a służbami działa bez zgrzytów. I właśnie to sprawdzano przez całe przedpołudnie.
Kilka minut akcji, dużo syren i jeden cel – żeby w razie prawdziwego zagrożenia wszystko zadziałało od razu.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze