Na Wiśle we Włocławku zrobiło się głośniej niż zwykle. W czwartek 26 lutego około godziny 9:00 rozpoczęła się akcja lodołamania na Zalewie Włocławskim. W ruch poszło sześć jednostek.
Akcja wystartowała na zbiorniku we Włocławku. W odprawie porannej wzięli udział kapitanowie wszystkich jednostek. Plan na pierwszy dzień był jasny – przebić 19 kilometrów lodu i dotrzeć powyżej miejscowości Dobrzyń nad Wisłą.
Grupę prowadzi lodołamacz „Niedźwiedź”. Cztery jednostki pracują jako lodołamacze czołowe. Ich zadanie? Wybijać rynnę o szerokości około 400 metrów.
Za nimi płyną dwa lodołamacze liniowe. Kruszą lód napływający z wybitej rynny i pilnują, by kra nie spiętrzała się ponownie. To precyzyjna robota. Tu nie ma miejsca na przypadek.
Wcześniej na Zalewie Włocławskim prowadzono rejsy kontrolne. Lodołamacze „Orkan” i „Lew” sprawdzały odcinek od kilometra 675 do 666. Pokrywa lodowa miała tam od 32 do 38 centymetrów grubości. To już konkret.
Dlaczego to ważne? Bo zator lodowy na Wiśle potrafi w kilka godzin zmienić spokojną rzekę w zagrożenie dla nadbrzeżnych terenów. Lodołamanie ma temu zapobiec. To działanie wyprzedzające.
Mieszkańcy bulwarów pytają: czy to oznacza ryzyko podtopień? Na ten moment to akcja prewencyjna. Służby chcą utrzymać swobodny spływ kry.
Na razie – więcej hałasu na rzece i widok pracujących jednostek. Jeśli lód będzie skutecznie kruszony, poziom zagrożenia powodziowego pozostanie pod kontrolą.
Wisła znów pokazuje, że zimą potrafi być wymagająca.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze