Reklama

8-letni Artur z Włocławka walczy o życie. Rodzina potrzebuje 12,5 miliona złotych

Jeszcze chwilę temu ich życie wyglądało zwyczajnie. Była codzienność, dziecięcy śmiech, małe rodzinne sprawy i wiara, że wszystko powoli zaczyna się układać. Dziś rodzice 8-letniego Artura z Włocławka budzą się z lękiem, którego nie da się opisać słowami. Usłyszeli diagnozę, która dla każdego rodzica brzmi jak najgorszy koszmar — dystrofia mięśniowa Duchenne’a. Choroba odbiera dzieciom siłę, sprawność i przyszłość, a jedyną szansą dla chłopca jest terapia genowa kosztująca 12,5 miliona złotych. – Mam na imię Paulina. Jestem mamą Arturka. Dzisiaj już wiem, że mój synek jest śmiertelnie chory – mówi ze łzami mama chłopca.

Jeszcze dwa tygodnie temu byli zwykłą rodziną. Dziś walczą o życie swojego synka. U 8-letniego Artura z Włocławka zdiagnozowano dystrofię mięśniową Duchenne’a — śmiertelną chorobę genetyczną, która stopniowo odbiera dzieciom sprawność, samodzielność i szansę na dorosłość. Jedyną nadzieją jest kosztowna terapia genowa w Dubaju. Jej cena zwala z nóg — 12,5 miliona złotych.

– Mam na imię Paulina. Jestem mamą Arturka. Dzisiaj już wiem, że mój synek jest śmiertelnie chory. To dzień, którego nie byłam w stanie sobie wyobrazić – mówi mama chłopca.

Reklama

Rodzina z Włocławka dziś mobilizuje siły i prosi mieszkańców oraz ludzi dobrej woli o pomoc w ratowaniu chłopca.

„Wyrok przyszedł teraz, kiedy kocham go najmocniej”

Diagnoza przyszła po miesiącach niepewności, kolejnych konsultacji i życia w ciągłym napięciu. Lekarze potwierdzili podejrzenie DMD — dystrofii mięśniowej Duchenne’a. To ciężka choroba genetyczna prowadząca do stopniowego zaniku mięśni.

Dla rodziców Arturka świat zatrzymał się w jednej chwili.

– Lekarz wystawił nam dokument, którego żadna matka nigdy nie chciałaby dostać do ręki. Wyrok przyszedł teraz — kiedy Artur jest małym, 8-letnim chłopcem, który powinien biegać, śmiać się i marzyć o przyszłości – mówi Paulina.

Reklama

Jeszcze niedawno żyli zwyczajnie. Codzienność jak w wielu domach — szkoła, obowiązki, rodzinne plany. Dzisiaj wszystko podporządkowane jest jednemu: ratowaniu zdrowia i życia dziecka.

Pierwsze sygnały pojawiły się bardzo wcześnie

Artur od początku rozwijał się inaczej niż jego rówieśnicy. Rodzice długo wierzyli, że chłopiec po prostu potrzebuje więcej czasu.

Najpierw pojawiły się trudności podczas podnoszenia główki. Później nie raczkował i bardzo późno zaczął chodzić. Nadal mieścił się jeszcze w granicach norm rozwojowych, dlatego rodzina próbowała uspokajać samą siebie.

Reklama

Z czasem problemów było jednak coraz więcej.

Artur często się przewracał, miał trudności z bieganiem i utrzymaniem równowagi. Nie mówił, nie komunikował się nawet pojedynczymi słowami. Rodzice skupili się głównie na terapii mowy i komunikacji, wierząc, że małe postępy są zapowiedzią poprawy.

– Człowiek łapie się każdej nadziei. Widzieliśmy małe kroki do przodu i wierzyliśmy, że wszystko jeszcze się zmieni – opowiada mama chłopca.

Przedszkole zauważyło, że dzieje się coś złego

Sytuacja zaczęła robić się coraz bardziej niepokojąca. Artur coraz częściej potykał się o własne nogi i upadał bez odruchu asekuracji.

Reklama

– Po prostu leciał prosto na głowę. Panie w przedszkolu też mówiły nam, że coś jest nie tak i sugerowały rehabilitację – wspomina Paulina.

W listopadzie ubiegłego roku rodzina trafiła na rehabilitację. To właśnie tam lekarz z Łodzi po badaniu chłopca polecił pilnie wykonać dalszą diagnostykę.

Wynik badania CK — enzymu występującego w mięśniach — był bardzo wysoki.

Później przyszły kolejne wizyty, neurologia, badania i strach, który z tygodnia na tydzień stawał się coraz większy.

Diagnoza, której żaden rodzic nie chce usłyszeć

W maju rodzice usłyszeli podejrzenie dystrofii mięśniowej Duchenne’a.

Reklama

– Nigdy nie zapomnę słów lekarza. Spokojnie wyjaśnił nam, jak wygląda ta choroba. Że bez leczenia dzieci stopniowo tracą możliwość chodzenia. Że choroba odbiera sprawność, samodzielność, a z czasem także życie – mówi mama Artura.

DMD to jedna z najcięższych chorób mięśni u dzieci. Choroba prowadzi do stopniowego osłabienia mięśni całego ciała, a w kolejnych etapach również mięśni odpowiedzialnych za oddychanie i pracę serca.

Dzisiaj rodzina walczy przede wszystkim o czas.

Terapia w Dubaju kosztuje 12,5 miliona złotych

Jedyną szansą dla Arturka jest terapia genowa w Dubaju. Koszt leczenia jest jednak ogromny — 12,5 miliona złotych.

Reklama

Dla rodziców taka kwota jest całkowicie poza zasięgiem.

– Stajemy do największej walki, jaka może spotkać rodzica — walki o życie własnego dziecka. Wiemy jedno: bez pomocy ludzi nie damy rady – mówi Paulina.

Rodzina potrzebuje także pieniędzy na intensywną rehabilitację, specjalistyczną opiekę oraz sprzęt medyczny, który pozwoli Arturowi jak najdłużej zachować sprawność.

„Każda wpłata daje nam nadzieję”

Dziś rodzice proszą o jedno — o szansę dla swojego synka.

– Jako mama błagam o pomoc. Każda wpłata, każde udostępnienie i każde dobre słowo daje nam nadzieję, że nie przegramy tej walki. Że mój synek dostanie szansę na życie – mówi Paulina.

Reklama

Pomóc można poprzez wpłaty, udostępnianie historii Artura i nagłaśnianie zbiórki.

Dla tej rodziny liczy się teraz każdy dzień.

Bo w tej walce stawką jest dzieciństwo i życie 8-letniego chłopca.

Link do zbiórki tutaj.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 26/05/2026 21:03
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo nWloclawek.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości