Dziś chcemy podzielić się historią, która daje do myślenia i skłania do rozmowy o tym, jak w najtrudniejszych chwilach traktowani są pacjenci. Nie chodzi o ocenianie kogokolwiek ani wydawanie wyroków, lecz o zwykłą ludzką refleksję. Za każdą kartą choroby stoi człowiek, jego rodzina i ogromne emocje, których nie da się opisać kilkoma słowami. Czasami to nie sama diagnoza zostaje w pamięci najdłużej, ale to, co wydarzyło się tuż przed jej usłyszeniem. Dziś opowiemy właśnie jedną z takich historii i zapytamy Was, jakie są Wasze doświadczenia.
Dziś chcemy opowiedzieć Wam historię, która skłoniła nas do refleksji nad tym, czym w ochronie zdrowia jest empatia. Nie po to, by kogokolwiek osądzać, ale po to, by porozmawiać o czymś, co może spotkać każdego z nas.
Starszy człowiek przyjechał do szpitala we Włocławku po wynik badania wycinka. Już wcześniej usłyszał wstępną diagnozę – podejrzenie nowotworu złośliwego. Dzisiejszy wynik miał odpowiedzieć na pytanie, z którym żył od wielu dni. Niestety, potwierdził najgorszy scenariusz.
Zanim jednak padły te słowa, minęły blisko cztery godziny oczekiwania.
Cztery godziny na szpitalnym korytarzu. Cztery godziny dla starszego, schorowanego człowieka, który z każdą minutą coraz bardziej opadał z sił. Cztery godziny niepewności, zmęczenia i myśli, których chyba nikt nie chciałby mieć w takiej chwili.
Rodzina kilka razy pytała, kiedy będzie można odebrać wynik. Odpowiedź była podobna – trzeba jeszcze poczekać, ponieważ lekarz wykonuje inne obowiązki. Rozumiemy, że szpital to miejsce, w którym każdego dnia dzieją się rzeczy pilne, lekarze operują, a personelu często po prostu brakuje. Tego nie kwestionujemy.
Pozostaje jednak pytanie, które trudno wyrzucić z głowy. Czy naprawdę nie da się zorganizować tego tak, aby starszy człowiek, czekający na potwierdzenie choroby nowotworowej, nie musiał spędzić niemal pół dnia na korytarzu? Czy w takich sytuacjach nie powinno być miejsca na odrobinę większej troski o pacjenta?
Nie twierdzimy, że ktoś działał celowo ani że znamy wszystkie okoliczności tej sytuacji. Wiemy jednak jedno – dla chorego człowieka każda godzina oczekiwania dłuży się niewyobrażalnie. Zwłaszcza wtedy, gdy ważą się sprawy dotyczące jego zdrowia i życia.
Dlatego chcemy oddać głos także Wam.
Jakie są Wasze doświadczenia ze szpitalem we Włocławku? Czy spotkaliście się z podobnymi sytuacjami? A może przeciwnie – trafiliście na personel, który mimo ogromu obowiązków potrafił znaleźć czas i okazać zwykłą ludzką życzliwość?
Zapraszamy do dyskusji. Prosimy jedynie o wzajemny szacunek i opisywanie własnych doświadczeń. Niech ta rozmowa będzie próbą odpowiedzi na pytanie, jak sprawić, aby obok leczenia zawsze było też miejsce na empatię.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze