Jeszcze niedawno był obok. Rozmawiał, pomagał, interesował się sprawami ludzi i planował to, co można jeszcze zrobić dla Smólnika i gminy. Dziś z ogromnym bólem piszemy o Ryszardzie Jaroszewskim w czasie przeszłym, a dla naszej redakcji są to słowa szczególnie trudne – żegnamy nie tylko wyjątkowego strażaka i społecznika, ale naszego kolegę i sąsiada. W piątek, 7 sierpnia, wraz z rodziną i bliskimi żegnały Go tłumnie osoby, które spotkał na swojej drodze, oraz delegacje OSP z całego powiatu włocławskiego. Przez ponad pół wieku służby pozostawił po sobie tyle dobra, że nie sposób zamknąć go w jednym wspomnieniu czy wyliczeniu zasług. Najtrudniej pogodzić się z tym, że człowieka, który przez tyle lat po prostu był blisko nas i zawsze miał czas dla innych, już nie spotkamy.
To nie było pożegnanie ważne tylko dla Smólnika. W piątek, 7 sierpnia, Ryszarda Jaroszewskiego żegnali bliscy, mieszkańcy, samorządowcy oraz druhny i druhowie, w tym delegacje jednostek OSP z całego powiatu włocławskiego. Przyjechali pożegnać człowieka, którego przez ponad pół wieku strażackiej służby poznało kilka pokoleń druhów. Ryszard Jaroszewski działał nie tylko w swojej ukochanej OSP Smólnik, ale również w strukturach gminnych i powiatowych ZOSP RP. Jego odejście pokazało, jak daleko poza rodzinną miejscowość sięgały szacunek, przyjaźń i wdzięczność, na które pracował przez całe życie.
Na pogrzeb przyszło i przyjechało bardzo wielu ludzi. Rodzina, sąsiedzi, przyjaciele, mieszkańcy, samorządowcy, przedstawiciele różnych środowisk i liczne delegacje strażackie. Jedni znali Ryszarda Jaroszewskiego z OSP, inni z działalności społecznej, szkoły, rolnictwa czy lokalnych przedsięwzięć.
Wielu znało go po prostu jako Ryszarda. Człowieka, do którego można było przyjść, zadzwonić, poprosić o pomoc. I wiedzieć, że nie pozostanie obojętny.
Ryszard Jaroszewski odszedł 3 sierpnia 2026 roku, zaledwie kilka dni przed swoimi 70. urodzinami. Wiadomość o jego śmierci przyszła nagle. Tym trudniej było uwierzyć, że człowieka tak obecnego w życiu Smólnika, gminy Włocławek i strażackiego środowiska powiatu już nie ma.
W piątkowe południe przyszedł czas ostatniego pożegnania. Msza święta rozpoczęła się o godz. 12 w kościele parafialnym pw. św. Bartłomieja w Smólniku. Później kondukt wyruszył na miejscowy cmentarz.
Tego dnia padało wiele słów. O służbie, pracy, przyjaźni, rodzinie i zwyczajnej ludzkiej dobroci. Nie były to jednak tylko oficjalne przemówienia. W wielu momentach było słychać, że osoby stojące przy trumnie żegnają kogoś naprawdę im bliskiego.
Szczególnie osobiste słowa wypowiedziała Magdalena Korpolak-Komorowska, wójt gminy Włocławek.
– Na odejścia bliskich nie można się przygotować. Śmierć zawsze jest nie na miejscu i zawsze nie w porę – za szybko, za rano, za nagle. Śmierć nie pyta, nie uprzedza, nie dyskutuje. Przychodzi i zostawia ból – mówiła.
– Ból, który ukoić mogą tylko wspomnienia. Nigdy nie ma dobrej chwili na pożegnanie bliskich, ale zawsze jest dobry czas, żeby otulić ich myślami – dodała.
Jeszcze kilka dni wcześniej nikt nie przypuszczał, że kolejne spotkanie będzie właśnie tutaj. Przecież były plany, rozmowy o przyszłości gminy, potrzebach mieszkańców i kolejnych wspólnych przedsięwzięciach.
– Powiedzieć, że „jest nam smutno”, to jakby nie powiedzieć nic. Powiedzieć, że „czujemy rozpacz”, to również tak, jakby nic nie powiedzieć. Nie dopuszczałam do siebie myśli, że nadejdzie taki dzień, kiedy będę żegnała śp. Ryszarda – przedsiębiorcę, społecznika, druha ochotnika, ale przede wszystkim wspaniałego człowieka i przyjaciela – mówiła Magdalena Korpolak-Komorowska.
Ryszard Jaroszewski miał zaledwie 16 lat, gdy w 1972 roku wstąpił do Ochotniczej Straży Pożarnej w Smólniku. Pozostał jej wierny do ostatnich dni życia.
Ponad pół wieku. Za tymi słowami kryją się tysiące godzin oddanych straży i ludziom. Akcje, zebrania, uroczystości, zawody, starania o wyposażenie, samochody, rozwój remizy i przyszłość jednostki.
W OSP Smólnik przez lata pełnił ważne funkcje, w tym funkcję sekretarza. Działał również w strukturach gminnych, a także jako członek Zarządu Oddziału Powiatowego ZOSP RP we Włocławku.
Za swoją działalność był wielokrotnie odznaczany i honorowany. Otrzymał m.in. Złoty Medal „Za Zasługi dla Pożarnictwa”.
Ale gdy w piątek wspominali go koledzy, medale i funkcje nie były najważniejsze.
Choć sercem zawsze był związany z OSP Smólnik, jego strażacka działalność dawno wykroczyła poza granice jednej miejscowości.
Ryszard Jaroszewski był dobrze znany w środowisku strażackim powiatu włocławskiego. Przez lata współpracował z druhami z innych jednostek, uczestniczył w życiu Związku i angażował się w sprawy ochotniczego pożarnictwa.
Dlatego na jego ostatnie pożegnanie przyjechali także strażacy spoza Smólnika i gminy Włocławek. W uroczystościach uczestniczyły delegacje OSP z całego powiatu włocławskiego.
Ich obecność mówiła więcej niż niejeden oficjalny życiorys.
O Ryszardzie Jaroszewskim mówił podczas pogrzebu Marian Mikołajczyk, prezes Zarządu Oddziału Powiatowego ZOSP RP we Włocławku, przewodniczący Komisji Rewizyjnej przy Zarządzie Głównym ZOSP RP oraz członek Prezydium Zarządu Wojewódzkiego ZOSP RP.
– Dziś w smutku i żalu żegnamy naszego druha Ryszarda, który odszedł od nas, pozostawiając wielką pustkę w naszych sercach. Druh Ryszard był wzorem strażaka, oddanym służbie przez ponad 50 lat – mówił Marian Mikołajczyk.
Wspominał jego zaangażowanie, doświadczenie i odpowiedzialność, ale przede wszystkim człowieka.
– Był nie tylko świetnym strażakiem, ale przede wszystkim wspaniałym kolegą i przyjacielem, na którego zawsze można było liczyć – podkreślał.
To „zawsze można było liczyć” powtarzało się podczas piątkowego pożegnania wielokrotnie. W różnych słowach, wypowiadane przez różnych ludzi.
Najbardziej osobisty wymiar miało pożegnanie przygotowane przez druhny i druhów OSP Smólnik. Dla nich odszedł ktoś, z kim przez dziesięciolecia dzielili życie jednostki.
– Trudno znaleźć słowa, które oddałyby ogrom dobra, jakie pozostawił po sobie druh Ryszard. Nie sposób wymienić wszystkich jego zasług, wszystkich godzin poświęconych dla naszej jednostki – mówili przedstawiciele OSP Smólnik.
Druhowie wspominali człowieka, który żył sprawami straży. Pomagał, doradzał, zabiegał o jej rozwój i doposażenie. Między innymi dzięki jego zaangażowaniu udawało się pozyskiwać środki, sprzęt i wozy bojowe.
– Nigdy nie przechodził obojętnie wobec spraw naszej straży, losu druhów i druhen ani potrzeb lokalnej społeczności. Zawsze był tam, gdzie trzeba było pomóc, wesprzeć, doradzić i działać – wybrzmiało podczas uroczystości.
Strażacy podkreślali również, że Ryszard Jaroszewski rozumiał OSP znacznie szerzej niż tylko jako jednostkę wyjeżdżającą do akcji.
Dla niego była to wspólnota.
Cieszył się z sukcesów Młodzieżowej Drużyny Pożarniczej oraz drużyn męskiej i żeńskiej. Dzielił się doświadczeniem z młodszymi. Chciał, żeby po nim byli następni, którzy będą potrafili wziąć odpowiedzialność za innych.
Jeden z najbardziej wymownych symboli wdzięczności dla Ryszarda Jaroszewskiego pozostanie w OSP Smólnik na lata.
Średni samochód ratowniczo-gaśniczy Volvo nosi imię „Ryszard”.
Nie jest to przypadkowa nazwa. Druhowie w ten sposób uhonorowali człowieka, który przez dziesięciolecia wkładał ogrom pracy i serca w rozwój swojej jednostki.
– To nie tylko nazwa pojazdu. To wyraz wdzięczności i pamięci o człowieku, który całe życie poświęcił służbie – mówiła podczas pogrzebu Magdalena Korpolak-Komorowska.
Teraz ten symbol nabiera jeszcze innego znaczenia.
Volvo „Ryszard” nadal będzie wyjeżdżało ze strażnicy, kiedy ktoś będzie potrzebował pomocy. Nadal będzie służyło ludziom.
Tak jak przez ponad pół wieku robił Ryszard Jaroszewski.
Straż była jedną z największych pasji Ryszarda Jaroszewskiego, ale jego działalności nie da się zamknąć za drzwiami remizy.
Pomagał także wtedy, gdy nie miał na sobie strażackiego munduru.
Jako przedsiębiorca wielokrotnie udostępniał sprzęt swojej firmy. Kierował pracowników do pomocy przy przedsięwzięciach organizowanych przez gminę, szkołę, sołectwo, straż czy parafię.
Nie trzeba było długo tłumaczyć, że coś jest potrzebne lokalnej społeczności.
– Śp. Ryszard był człowiekiem, na którego zawsze można było liczyć. Nie szczędził swojego czasu, sił ani środków – wspominała wójt.
Bliska była mu szkoła w Smólniku. Wspierał budowę jej nowej części i hali sportowej, pomagał przy przedsięwzięciach edukacyjnych, fundował nagrody dla uczniów.
Wierzył w młodych ludzi. Z zaangażowaniem propagował udział dzieci i młodzieży w Ogólnopolskim Turnieju Wiedzy Pożarniczej oraz konkursie „Młodzież Zapobiega Pożarom”.
Chciał, żeby kolejne pokolenia wiedziały, czym są odpowiedzialność, odwaga i pomoc drugiemu człowiekowi.
Jego społeczna działalność miała znacznie szerszy wymiar.
Od 2003 roku, przez sześć kolejnych kadencji, Ryszard Jaroszewski pełnił funkcję delegata do Izby Rolniczej. Reprezentował środowisko rolników i angażował się w jego sprawy.
Był też obecny w życiu sołectwa i parafii. Interesowały go sprawy Smólnika, ale również całej gminy.
– Po prostu oddał te lata nam, mieszkańcom gminy Włocławek. Poświęcał swój czas, zdrowie, doświadczenie, dawał wsparcie, nadzieję i poczucie bezpieczeństwa – mówiła Magdalena Korpolak-Komorowska.
Wójt podkreśliła, że ślady tej pracy widać do dziś.
– Zawsze wrażliwy na potrzeby innych, z ogromną determinacją walczył o wspólne dobro. To w dużej mierze dzięki śp. Ryszardowi Smólnik i okoliczne miejscowości wykorzystały i nadal wykorzystują szanse na rozwój, zmieniają się i pięknieją – mówiła.
I chyba właśnie tutaj najlepiej widać skalę jego działalności. Strażak, przedsiębiorca, przedstawiciel rolników, przyjaciel szkoły, człowiek wspierający parafię, sołectwo i lokalne inicjatywy.
Nie dla jednej funkcji. Nie dla jednego środowiska.
Dla ludzi.
Podczas pogrzebu przyszedł moment, kiedy oficjalne tytuły przestały mieć znaczenie.
Zostało imię.
– Rysiu... od pierwszych dni naszej współpracy poprosiłeś mnie, abym zwracała się do Ciebie po imieniu. Dziś, żegnając Cię, robię to z ogromnym wzruszeniem – mówiła Magdalena Korpolak-Komorowska.
Jeszcze niedawno rozmawiali o planach gminy, przyszłości, możliwościach i potrzebie współpracy.
W piątek zamiast kolejnej rozmowy przyszło pożegnanie.
– Zawsze byłeś obok – gotowy wesprzeć, pomóc i podać pomocną dłoń. Dziękuję Ci za każdą dobrą radę, za życzliwość, za oddane serce i za wszystko, co zrobiłeś dla naszej gminy i jej mieszkańców. Bardzo nam Ciebie brakuje – powiedziała wójt.
Druhowie z OSP Smólnik dziękowali podobnie.
– Drogi Druhu Ryszardzie, dziękujemy Ci za Twoje wielkie serce, za dobro, którym nas obdarzałeś, za życzliwość, pracowitość i oddanie – żegnali swojego druha.
I złożyli mu obietnicę.
– Będziemy pielęgnować wartości, które nam przekazałeś, i będziemy dbać o naszą jednostkę tak, jak Ty o nią dbałeś – zapewnili.
Za społecznikiem, przedsiębiorcą i strażakiem był jeszcze Ryszard, którego najlepiej znali najbliżsi.
Mąż. Ojciec. Dziadek.
Największym szczęściem Ryszarda Jaroszewskiego była rodzina. Przy nim były dzieci, wnuki i bliscy, a przede wszystkim ukochana żona Barbara, z którą wspólnie budował rodzinny dom.
Do niej i całej rodziny kierowano tego dnia szczególne słowa współczucia.
– Ryszardzie... odszedłeś cicho, bez słów pożegnania – mówiła wójt.
Po człowieku, który przez tyle lat był obecny w życiu innych, została nagle cisza.
Skalę szacunku dla Ryszarda Jaroszewskiego było widać podczas jego ostatniej drogi.
Na pogrzeb przybyło bardzo wielu ludzi. Rodzina, przyjaciele, sąsiedzi i mieszkańcy. Przedstawiciele gminy Włocławek i powiatu włocławskiego, radni, sołtysi, kierownicy i dyrektorzy gminnych jednostek wraz z pracownikami.
Byli przedstawiciele środowiska rolniczego, sportowcy i działacze sportowi. Były zespoły folklorystyczne „Kruszynioki” i „Smólnik”.
Szczególnie licznie reprezentowana była strażacka rodzina. Do Smólnika przyjechały delegacje jednostek OSP z całego powiatu włocławskiego. Druhny i druhowie przybyli pożegnać człowieka, którego znali ze wspólnych uroczystości, spotkań i wieloletniej działalności w strukturach ZOSP RP.
Wśród żegnających byli także Zarząd Oddziału Gminnego ZOSP RP druhny i druhowie jednostek OSP.
Ta obecność była chyba jednym z najbardziej wymownych świadectw życia Ryszarda Jaroszewskiego.
Był człowiekiem Smólnika, ale szacunek, który zdobył przez lata, sięgał daleko poza jego rodzinną miejscowość.
Marian Mikołajczyk kończył swoje wystąpienie już nie jako prezes żegnający działacza Związku. Zwrócił się do kolegi.
– Ryszardzie, dziękujemy ci za twoją służbę, za twoją obecność wśród nas, za każdą wspólną akcję i każdą chwilę spędzoną w strażnicy. Pozostaniesz w naszej pamięci jako człowiek wielkiego serca, pełen energii i życzliwości – mówił.
– Niech święty Florian ma cię w swojej opiece. Spoczywaj w pokoju, druhu Ryszardzie. Cześć twojej pamięci! – zakończył.
Druhowie z OSP Smólnik również zapewnili, że pamięć o Ryszardzie nie zgaśnie.
A Magdalena Korpolak-Komorowska wypowiedziała słowa, które tego dnia mogły należeć do wielu stojących przy jego grobie:
– Pozostawiłeś ciszę, której nic nie potrafi wypełnić, a my tak bardzo chcielibyśmy usłyszeć Twój głos, zobaczyć Cię jeszcze raz, podać Ci dłoń i po prostu powiedzieć: dziękujemy. Takich ludzi jak ty się nie żegna – takich ludzi nosi się w sercach na zawsze.
Pisząc ten tekst, trudno mi zachować dziennikarski dystans. Ryszard nie był dla mnie tylko bohaterem artykułu, strażakiem, społecznikiem czy osobą dobrze znaną mieszkańcom naszej gminy. Był kolegą, sąsiadem i człowiekiem, którego znałam osobiście.
Rysiu, jeszcze tak niedawno rozmawialiśmy o zwyczajnych sprawach. O tym, co dzieje się wokół nas, co można zrobić, komu pomóc, co jeszcze jest do załatwienia. Jak zawsze miałeś swoje doświadczenie, swoje spojrzenie i tę charakterystyczną gotowość do działania.
Trudno uwierzyć, że tych rozmów już nie będzie.
Pisząc o Twoich zasługach, można zapełnić wiele stron. Ponad pół wieku w straży. Działalność społeczna. Pomoc szkole, mieszkańcom, młodzieży, rolnikom, sołectwu i parafii. Praca na rzecz gminy i strażackiej rodziny całego powiatu.
Tylko że dla tych, którzy Cię znali, za tym wszystkim zawsze stał po prostu Ryszard. Człowiek, który nie przechodził obojętnie obok drugiego człowieka.
Dzisiaj jeszcze mocniej widać, jak wiele zostawiłeś po sobie. W Smólniku, w naszej gminie, w strażackiej rodzinie całego powiatu, ale przede wszystkim w ludziach.
Nie tylko w strażnicy, samochodzie noszącym Twoje imię czy przedsięwzięciach, przy których pomagałeś. Twój ślad został w tych, którzy z Tobą służyli, pracowali, rozmawiali i mogli liczyć na Twoją pomoc.
I chyba właśnie z tym najtrudniej się pogodzić. Człowiek tak obecny w życiu naszej małej społeczności nagle odchodzi. Zostaje miejsce, którego nie da się po prostu kimś zastąpić.
Rysiu, nie ma dobrych słów na takie pożegnanie. Jest za to ogromna wdzięczność, że mogłam Cię znać, rozmawiać z Tobą i wspólnie patrzeć na sprawy ważne dla naszych mieszkańców.
Zawsze wiedziałam, że można na Ciebie liczyć. Kiedy coś leżało Ci na sercu, nie kończyło się na słowach. Chciałeś działać. Pomóc. Zrobić coś dobrego dla innych.
Będzie brakowało Twojej obecności. Naszych rozmów. Twojego „co słychać?”. I tej zwyczajnej pewności, że gdzieś po sąsiedzku po prostu jesteś.
Żegnaj, Rysiu. Dziękuję za wszystko. Za każdą rozmowę, życzliwość, pomoc i dobro, które zostawiłeś po sobie.
Będzie nam Ciebie bardzo brakowało. Cześć Twojej pamięci.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze