Reklama

5,19 zł za paliwo to dopiero początek. We Włocławku padło znacznie więcej mocnych słów

Projekt budżetu państwa na 2027 rok stał się głównym tematem konferencji Prawa i Sprawiedliwości we Włocławku. Politycy skupili się przede wszystkim na rosnącym zadłużeniu, wysokim deficycie oraz możliwych konsekwencjach dla finansów publicznych. W ich wystąpieniach pojawiły się też kwestie podatków, świadczeń społecznych, wynagrodzeń w budżetówce i przyszłości dużych inwestycji. Sporo miejsca zajęły sprawy szczególnie odczuwalne dla mieszkańców – koszty życia oraz ceny paliw. Właśnie na tym tle podczas spotkania padła seria bardzo ostrych ocen pod adresem rządu Donalda Tuska.

Scenariusz grecki”, możliwe ograniczenia świadczeń, mniej pieniędzy na inwestycje i paliwo po 5,19 zł. Tak wyglądała piątkowa konferencja Prawa i Sprawiedliwości we Włocławku. Politycy PiS nie szczędzili mocnych słów pod adresem rządu Donalda Tuska. Mówili o finansach państwa, wynagrodzeniach, emeryturach, inwestycjach i cenach na stacjach.

Konferencja odbyła się 2 października we Włocławku. Wzięli w niej udział poseł Joanna Borowiak, Jarosław Chmielewski, Wojciech Jaranowski oraz Janusz Dębczyński.

Reklama

Już pierwsze minuty pokazały, że nie będzie to spokojna prezentacja liczb z projektu budżetu.

– Znamy już nowy program Koalicji Obywatelskiej. Znamy nową piątkę Tuska, nie musieliśmy wcale czekać na konwencję programową czy na nowe 100 konkretów [...], ponieważ mamy zaplanowany przez ten rząd budżet, a z tego budżetu wynikają katastrofalne informacje dla Polaków – mówiła Joanna Borowiak, poseł Prawa i Sprawiedliwości.

Posłanka zarzuciła rządzącym nadmierne zadłużanie państwa.

– Najpierw zadłużają państwo ponad miarę, biorą Polaków za zakładników w przepychankach czy nawet w walce z prezydentem Karolem Nawrockim. A tak naprawdę na końcu rachunek wystawiają wszystkim podatnikom, wszystkim Polakom – powiedziała Joanna Borowiak.

Reklama

– Chcą, żebyśmy wszyscy płacili, żeby Polacy płacili za nieudolność tego rządu – dodała.

„To wszystko zmierza do scenariusza greckiego”

Jeszcze ostrzej wystąpienie rozpoczął Jarosław Chmielewski, przewodniczący Klubu Radnych PiS Rady Miasta Włocławka.

– To wszystko zmierza do scenariusza greckiego – powiedział.

Chmielewski przekonywał, że jego zdaniem sytuacji nie można tłumaczyć wyłącznie błędami w zarządzaniu finansami.

– Ktoś by mógł powiedzieć, że nasz rząd jest nieudolny, że nasz rząd źle zarządza finansami czy też nie umie podejmować decyzji. My uważamy, że ten rząd realizuje pewien scenariusz – mówił.

Reklama

Radny poszedł dalej. Według przedstawionej przez niego oceny miałby to być scenariusz prowadzący nawet do bankructwa państwa.

– Scenariusz, który ma nas doprowadzić do tego, żeby państwo polskie zbankrutowało, a żeby pomocną dłoń potem wyciągnęła Unia Europejska, wprowadzając euro i zajmując nasze rodowe srebra, można powiedzieć, czyli najważniejsze firmy w naszym kraju – powiedział Jarosław Chmielewski.

„Za każde zarobione 100 zł trzeba wydać 141 zł”

Chmielewski przywołał następnie liczby dotyczące projektu budżetu.

– Dochody 695 miliardów złotych, wydatki 977 miliardów, deficyt 282 miliardy złotych – wyliczał.

Reklama

I przełożył te wartości na prostszy przykład.

– To oznacza, proszę państwa, że za każde zarobione 100 zł do budżetu państwa trzeba wydać 141 zł, czyli 41 zł więcej niż państwo otrzyma – mówił Jarosław Chmielewski.

Radny przekonywał też, że konsekwencją sytuacji finansowej będzie konieczność ograniczenia wydatków.

– Za chwilę będzie musiał być uruchomiony artykuł 86 ustawy o finansach publicznych, który mówi o tym, że trzeba będzie ograniczyć wydatki, ponieważ pewne progi ostrożnościowe zostaną przekroczone i to będzie dramat nie tylko dla gospodarki, ale również dla portfeli zwykłych Polaków – stwierdził.

Reklama

Borowiak przedstawia „nową piątkę Tuska”

Joanna Borowiak nazwała przedstawiane przez PiS zagrożenia „nową piątką Tuska”. Pierwszym punktem miały być podatki.

– Po pierwsze radykalna podwyżka podatków – już wiemy, że CIT wzrośnie z 19 do 22 proc. – mówiła posłanka.

Drugim punktem Borowiak były programy społeczne. Posłanka wymieniła wydatki na 800+, 13. i 14. emeryturę oraz program Aktywny Rodzic.

– Jeżeli mamy 100 miliardów złotych na programy społeczne do wydania [...], nie będzie innej drogi jak tylko ograniczenia programów społecznych albo obniżenie kwot wsparcia, albo zmianę liczby beneficjentów – przekonywała Joanna Borowiak.

Reklama

Według posłanki alternatywą byłoby znalezienie nowych dochodów.

– Albo przedstawią nam inne źródła dochodów do budżetu, za które i tak zapłacimy my jako podatnicy – mówiła.

Borowiak zwróciła uwagę szczególnie na sytuację seniorów.

– Ograniczanie 13., 14. emerytury dla seniorów jest czymś naprawdę bardzo dotkliwym – powiedziała.

Wśród kolejnych punktów wymieniła wynagrodzenia w budżetówce, waloryzację rent i emerytur oraz zahamowanie inwestycji państwowych i samorządowych.

Zapowiedzi ograniczenia wymienionych świadczeń są przewidywaniem przedstawionym przez polityków PiS. 

Reklama

Siarzewo, drogi i kolej. Jaranowski ostrzega przed ograniczeniem inwestycji

Do lokalnych inwestycji odniósł się Wojciech Jaranowski, radny Sejmiku Województwa Kujawsko-Pomorskiego.

– Według wyliczeń Unii Europejskiej deficyt budżetowy Polski w 2029 roku ma wynosić 75,3 proc. produktu krajowego brutto – mówił Wojciech Jaranowski.

W dalszej części swojej wypowiedzi polityk wiązał sytuację finansów publicznych z możliwością realizowania inwestycji.

– W takiej sytuacji możemy zapomnieć o dużych inwestycjach prorozwojowych z budżetu centralnego, takich jak zapora na przykład w Siarzewie i inne ważne inwestycje czy elektrownie jądrowe – przekonywał.

Reklama

Jaranowski mówił również o samorządach.

– Już teraz widać w założeniach niektórych samorządów, że będą w budżetach na przyszły rok ograniczane wydatki majątkowe na inwestycje, a więc może zabraknąć pieniędzy na remonty bieżące dróg, na budowę nowych dróg czy linii kolejowych – powiedział.

Radny porównał obecną sytuację z okresem rządów PiS.

– Już teraz zresztą przez te trzy lata inwestycje centralne i samorządowe zmniejszyły się znacznie w porównaniu do czasu rządów Prawa i Sprawiedliwości, kiedy rzeczywiście obserwowaliśmy dużo tych inwestycji centralnych i samorządowych – ocenił Wojciech Jaranowski.

Reklama

Według niego ograniczenia mogą być jeszcze większe.

– Samorządy nie mają teraz środków na inwestycje, a przy zastosowaniu procedury nadmiernego deficytu te środki będą musiały być znacznie ograniczone do 50 proc. albo w ogóle ich nie będzie – mówił.

Swoją wypowiedź zakończył krótko:

– Wydaje się, że tutaj zamiast Polska rozwijać się, będzie się zwijała.

Dębczyński: 3 proc. dla budżetówki to za mało

Kolejny głos należał do Janusza Dębczyńskiego, radnego Rady Miasta Włocławka i działacz NSZZ „Solidarność”.

– Podwyżki w sferze budżetowej są planowane na 3 proc. – tak jest zapisane w projekcie budżetu na 2027 rok – mówił Janusz Dębczyński.

Reklama

Radny wyliczał grupy, których dotyczą wynagrodzenia w sferze budżetowej. Wymienił urzędników, policjantów, nauczycieli, pracowników sądów i prokuratur, więziennictwo, Państwową Straż Pożarną, służbę weterynaryjną oraz sanepidy.

– Ta podwyżka będzie niższa niż jest obecna inflacja, jeżeli do niej w ogóle dojdzie – ocenił Dębczyński.

Padły też mocne słowa o GUS i inflacji

Dębczyński odniósł się następnie do Głównego Urzędu Statystycznego. Postawił przy tym daleko idący zarzut dotyczący zmian w urzędzie i danych o inflacji.

– Na początku, jak koalicja 13 grudnia objęła swoją władzę, to sugerowała, że obliczanie inflacji nie jest dla niej w sposób zadowalający i dlatego odwołano szefa Głównego Urzędu Statystycznego, postawiono na swojego człowieka, który obniżył kryteria i od razu się poprawiła inflacja – powiedział Janusz Dębczyński.

Dębczyński zestawił swoją krytykę z danymi Eurostatu.

– Natomiast według Eurostatu ta inflacja jest już w Polsce wyższa niż 4 proc. i żeby dogonić inflację [...], minister Domański ciągle opowiada, jaki to mamy wzrost gospodarczy [...], no to siłą rzeczy państwo tym wzrostem gospodarczym powinno się dzielić, a nie zabierać – mówił.

„Waloryzacje o złoty pięćdziesiąt czy 2,50”

Radny wrócił też do pierwszych rządów Donalda Tuska.

– Wszyscy pamiętamy, jak pierwsze rządy Tuska wyglądały, jak wyglądały właśnie podwyżki płac, jak wyglądały waloryzacje emerytur o złoty 50 czy 2,50. Pamiętamy – mówił Janusz Dębczyński.

Następnie przeszedł do płacy minimalnej.

– Pamiętamy również, że nie rosła płaca minimalna. W tym roku zakładany jest wzrost o 144 zł, czyli do kwoty 4950 zł – powiedział.

– Natomiast czy w ogóle do tego dojdzie, to trudno powiedzieć – zastrzegł Dębczyński.

„Dialog ze stroną społeczną jest pozorowany”

W wystąpieniu pojawił się też temat relacji rządu ze związkami zawodowymi.

– Ten wzrost nie zadowalał strony społecznej. Mówił o tym 20 września Piotr Duda, że praktycznie nie ma żadnego dialogu, dialog ze stroną społeczną jest pozorowany – relacjonował Janusz Dębczyński.

Końcówka jego wystąpienia była jeszcze mocniejsza.

– Rząd robi swoje i myślę, że ta sytuacja społeczna, w jakiej w tej chwili jesteśmy, dojrzewa do takiego powszechnego buntu, bo po prostu tak dalej być nie może – powiedział.

– Te nieudolne rządy trzeba po prostu z Polski pogonić – zakończył Janusz Dębczyński.

Borowiak: „Gruszki na wierzbie”

Joanna Borowiak wróciła następnie do obietnic składanych przez Koalicję Obywatelską przed wyborami.

– Politycy Platformy Obywatelskiej, dziś w Koalicji Obywatelskiej, jeszcze kilka lat temu [...] mówili, że dwa razy obiecać to tak jak raz spełnić obietnicę – mówiła.

– Naobiecywali Polakom w 2023 roku naprawdę bardzo dużo – chciałoby się powiedzieć: gruszek na wierzbie – dodała.

Borowiak przekonywała, że część wyborców „dała się zwieść tym obietnicom”. Obecną sytuację porównała natomiast do końcówki rządów PO-PSL w 2015 roku.

– Sytuacja jest katastrofalna. Ja bardzo często słyszę pytania, co trzeba robić albo czego trzeba nie robić, żeby doprowadzić Polskę do takiej ruiny – mówiła Joanna Borowiak, odnosząc swoje słowa przede wszystkim do finansów państwa.

Potem padła jedna z najmocniejszych ocen całej konferencji.

– Po prostu oni tego nie potrafią. Oni nie potrafią rządzić. Oni nie potrafią albo nie chcą zatroszczyć się o państwo polskie – powiedziała Joanna Borowiak.

– Czas na zmianę tej władzy – im szybciej odejdą, tym lepiej dla nas wszystkich – zakończyła pierwszą część konferencji.

Potem rozmowa zeszła na ceny paliw

Po pytaniu dziennikarki konferencja dostała drugi mocny wątek – ceny paliw.

Borowiak odniosła się do decyzji prezydenta Karola Nawrockiego dotyczącej ustawy przedłożonej przez rząd. Mówiła o jej podpisaniu i skierowaniu do Trybunału Konstytucyjnego w trybie następczym.

– Sytuacja jest naprawdę trudna w kraju. Paliwa szybują w górę – mówiła Joanna Borowiak.

Posłanka powiedziała następnie:

– Już wiecie państwo, że wiele stacji kupiło nowe pylony, które pozwalają na dwucyfrowe ceny paliw. Już część stacji w takie nowe pylony się zaopatrzyła, co znaczy, że mieli już sygnał i wiedzieli, że te ceny jeszcze będą rosły – stwierdziła Joanna Borowiak.

„Chodzi sobie z kawką wokół Belwederu”

Borowiak zaatakowała również bezpośrednio Donalda Tuska.

– Widzimy, jak premier w sytuacji, kiedy za naszą granicą toczy się wojna, chodzi sobie z kawką wokół Belwederu, bo nie wiem, nie ma odwagi porozmawiać z panem prezydentem – powiedziała.

– Wiemy doskonale, że prezydent urzęduje w Pałacu Prezydenckim, czyli po prostu happeningi premiera Tuska kontra pogarszające się życie Polaków – dodała.

„Od poniedziałku 5,19 zł”

Wtedy wielokrotnie padła kwota 5,19 zł za litr.

– Od poniedziałku mają ceny być takie, jakie obiecał premier, czyli ile? 5,19 zł. I nie interesuje nas obniżka groszowa, naprawdę nie chodzi o markowanie – mówiła Joanna Borowiak.

Posłanka przywołała wypowiedź Donalda Tuska z 2023 roku.

– Skoro pan premier powiedział w 2023 roku coś takiego: „Byłem premierem, czyli czytaj: wiem, co mówię [...]. I gdybym był dziś premierem, to paliwo byłoby po 5,19”, tak sobie strzelił po prostu z kapelusza 5,19 zł – mówiła.

I dodała:

– I teraz wziął Polaków za zakładników.

„Łatają dochodami dziurę budżetową”

Borowiak przedstawiła następnie własną odpowiedź na pytanie o przyczynę wysokich cen paliw.

– Proszę państwa, dlaczego ceny paliw są tak wysokie? A no dlatego, że łatają dochodami do budżetu dziurę budżetową, bo sytuacja finansowa Polski jest po prostu katastrofalna – powiedziała.

Posłanka zarzuciła również premierowi, że liczył na inną decyzję prezydenta.

– Oni liczyli na to, że nie podpisze prezydent i nie odeśle do Trybunału Konstytucyjnego, tylko że będą mogli brać dalej nas wszystkich Polaków za zakładników, że będą nam wmawiać: „To ten zły prezydent” – mówiła Joanna Borowiak.

Obajtek, wojna i ceny na stacjach

Borowiak porównała obecną sytuację z okresem rządów PiS.

– Ja tylko przypomnę rządy Prawa i Sprawiedliwości, kiedy wybuchła wojna na Ukrainie, kiedy był bardzo duży problem z dostępem do paliw, kiedy jeszcze odchodziliśmy całkowicie od paliw rosyjskich – mówiła.

Przywołała także byłego prezesa Orlenu.

– Wszystko w tym czasie było robione, kiedy szefem Orlenu był pan Daniel Obajtek, a cena baryłki ropy była wyższa o wiele niż teraz. I wtedy, proszę państwa, paliwo kosztowało około 6 zł czy sześć z niewielkimi groszami – powiedziała Joanna Borowiak.

Przypomniała też akcje ówczesnej opozycji.

– Pamiętam te wielkie banery na stacjach benzynowych: „PiS równa się drożyzna” w świetle tych 6 zł na pylonie – mówiła.

„To nawet nie jest hipokryzja”

W końcówce konferencji język stał się jeszcze ostrzejszy.

– Dzisiaj im to internauci od pewnego czasu przypominają, że to jest po prostu coś niebywałego. To nawet nie jest hipokryzja, to jest jakaś aberracja, to jest jakieś odwrócenie, to jest jakaś schizofrenia po prostu polityczna, żeby takie żarty sobie robić z Polaków – powiedziała Joanna Borowiak.

Posłanka oczekuje szybkiego spadku cen.

– Dzisiaj już ceny powinny spaść po wczorajszej decyzji pana prezydenta, a od poniedziałku, rozumiem, 5,19 zł na pylonach na stacjach – mówiła.

„Za ceny paliw nie płacą tylko kierowcy”

Ostatnia część wystąpienia została skierowana bezpośrednio do premiera.

– Tak, panie premierze, wszyscy czekamy na obniżki cen paliw – powiedziała Joanna Borowiak.

Mówiła o osobach dojeżdżających codziennie do pracy i kosztach, jakie ponoszą gospodarstwa domowe.

– Jeśli ktoś codziennie dojeżdża daleko do pracy, słuchajcie, to jest coś nieprawdopodobnego, bo przecież za ceny paliw nie płacą tylko kierowcy – płacą polskie rodziny – mówiła.

Wskazała również na transport i jego wpływ na ceny towarów.

– Płacą transportowcy, a jak transport drożeje, to drożeją ceny w sklepach – powiedziała.

Ostatnie słowa nie pozostawiały wątpliwości, czego oczekuje od rządu.

– Panie premierze, do dzieła, rządzie, do roboty. Koniec markowania, koniec zrzucania winy i obarczania finansowego Polaków. Paliwo po 5,19 zł, najlepiej od jutra – zakończyła Joanna Borowiak.

Piątkowa konferencja we Włocławku była zatem nie tylko prezentacją stanowiska PiS wobec projektu budżetu. Była przede wszystkim ostrym politycznym rozliczeniem rządu, przeprowadzonym przez lokalnych działaczy i parlamentarzystkę  momentami bardzo mocnymi słowami.

Konferencja przy pl. Wolności pokazała, że włocławski PiS zamierza mocno punktować rząd przede wszystkim za finanse państwa, wysokość świadczeń, inwestycje i ceny paliw. Politycy nie szczędzili ostrych słów. Najmocniejsze dotyczyły jednak tego, co mieszkańcy odczuwają bezpośrednio – domowych wydatków i cen widocznych każdego dnia na stacjach.

Czytaj nas w Google
Dodaj do Google
Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 03/10/2026 18:52
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo nWloclawek.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości