Czy we Włocławku dojdzie do zwolnień nauczycieli? Czy kolejne szkoły i przedszkola zostaną połączone, a w dalszej perspektywie – zlikwidowane? Te pytania padły wczoraj podczas spotkania prezydenta z mediami, gdy samorząd zapowiedział analizę łączenia placówek w zespoły szkolno-przedszkolne. Włodarz miasta odniósł się wprost do obaw o redukcję etatów, możliwość dalszych połączeń oraz scenariusza likwidacji szkół.
Prezydent Włocławka odniósł się dziś do planów łączenia placówek oświatowych w zespoły szkolno-przedszkolne. Podczas spotkania z mediami padło wprost pytanie: czy chodzi o redukcję etatów, czy raczej o kwestie organizacyjne i budynki.
– Decyzję podejmą radni, ona jeszcze nie zapadła – podkreślił prezydent. Jak wyjaśnił, od kilku lat w mieście działa zespół audytowy zajmujący się zmianami w oświacie. Zespół proponował dalej idące rozwiązania, włącznie z likwidacją części placówek, wzorem innych samorządów. – Na to się nie zgadzam – zaznaczył.
Prezydent przywołał dane dotyczące finansowania edukacji. Włocławek dopłaca do oświaty z własnego budżetu 36 proc. środków. Dla porównania wskazał Wałbrzych, gdzie ten wskaźnik wynosi 26 proc. – Pytaliśmy, co zrobili. Odpowiedzieli, że zaczęli od łączenia szkół i przedszkoli w zespoły – mówił.
Według włodarza takie rozwiązanie nie przynosi ogromnych oszczędności, ale daje możliwość uporządkowania administracji. Zapewnił, że nie planuje zwolnień nauczycieli. Zmiany w zatrudnieniu miałyby następować naturalnie, np. poprzez nieobsadzanie wakatów. W praktyce jeden kierownik administracyjny odpowiadałby za cały zespół szkolno-przedszkolny.
We Włocławku funkcjonują już dwa takie zespoły. Jak przekonywał prezydent, sprawdziły się w działaniu. Dyrektor Wydziału Edukacji przez lata kierował jednym z nich. – To najłagodniejsza forma szukania oszczędności. Nie dotyka dzieci, nauczycieli ani rodziców – mówił.
Zmiana miałaby dotyczyć wyłącznie sfery niedydaktycznej: administracji i obsługi. Uczniowie uczyliby się w tych samych budynkach, z tymi samymi nauczycielami. Rodzice nadal załatwialiby sprawy w dotychczasowych miejscach.
Prezydent nie ukrywał, że miasto zmaga się z niedoborem środków. Otrzymywane z budżetu państwa pieniądze – określane dziś jako „potrzeba oświatowa” – wystarczają jedynie na wynagrodzenia nauczycieli. Samorząd musi pokrywać koszty administracji, mediów, remontów czy doposażenia szkół.
Miasto wielokrotnie występowało do Ministerstwa Edukacji o zwiększenie finansowania – w ubiegłym roku i wcześniej. Odpowiedź była jednoznaczna: finansowanie oświaty pozostaje w gestii samorządu, a przekazywane środki nie wzrosną.
W najbliższych tygodniach Dyrektor Wydziału Edukacji spotyka się z Radami Pedagogicznymi i Radami Rodziców. – Chcemy, żeby rodzice usłyszeli o planach bezpośrednio od nas, a nie z mediów społecznościowych – zaznaczył prezydent.
Nie wykluczył też kolejnych połączeń, jeśli wyjdą z inicjatywy samych placówek. Jako przykład podał możliwość włączenia Przedszkola nr 35 do zespołu ze Szkołą Podstawową nr 2 i Przedszkolem Publicznym nr 9. – Jeżeli pojawią się takie oddolne propozycje, będziemy do nich podchodzić pozytywnie – zadeklarował.
Ostateczne decyzje należą do Rady Miasta. Dyskusja o przyszłości włocławskiej oświaty weszła w fazę konsultacji i rozmów z dyrektorami oraz rodzicami.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze