Reklama

Trzy radiowozy przed szpitalem we Włocławku. Rudnicki mówi o strachu przed utratą pracy

„To jest kwestia po prostu strachu przed utratą pracy” – tak Paweł Rudnicki tłumaczył brak pracowników na zapowiadanym proteście przed szpitalem we Włocławku. Sam protest się nie odbył, choć przed placówką czekały trzy radiowozy policji i dziennikarze. Wiceprezes Ruchu Narodowego w województwie kujawsko-pomorskim pojawił się jednak na miejscu i przedstawił własną ocenę sytuacji w szpitalu. Mówił o odejściach lekarzy, sytuacji pracowników i wątpliwościach, które jego zdaniem wymagają wyjaśnienia. Zapowiedział też, że będzie wracał przed szpital, dopóki – jak stwierdził – sprawa nie zostanie wyjaśniona.

Trzy radiowozy policji, dziennikarze i ani jednego protestującego – tak wyglądało otoczenie szpitala we Włocławku wczoraj w godzinie zapowiadanej manifestacji. Na miejscu pojawił się jednak Paweł Rudnicki, wiceprezes Ruchu Narodowego w województwie kujawsko-pomorskim, który przedstawił własną diagnozę tej sytuacji. – Myślę, że to jest kwestia po prostu strachu przed utratą pracy – stwierdził. Mówił również o sytuacji pracowników i lekarzach, którzy odeszli z placówki. Zapowiedział też, że będzie wracał do sprawy, dopóki – jak powiedział – wszystkie wątpliwości nie zostaną wyjaśnione.

Reklama

Rudnicki o nieobecności pracowników: „kwestia strachu”

Jedno z pytań zadanych przed szpitalem dotyczyło tego, co rzucało się w oczy najbardziej. Skoro wcześniej zapowiadano protest pracowników, dlaczego ostatecznie nikt nie protestował?

Dziennikarz zwrócił uwagę na inną możliwą interpretację. Być może pracownicy, którzy pozostali w szpitalu, nie czują się stroną konfliktu, wykonują swoją pracę i nie uważają sytuacji za tak złą, jak wynikało z wcześniejszych przekazów.

Rudnicki nie zgodził się z takim wnioskiem.

– Nie wydaje mi się. Wiem, że wpłynęły cztery protesty związków zawodowych. Wiem, że jest konflikt z pielęgniarkami. Wiem, że te konflikty narastają też na różnych oddziałach. Myślę, że to jest kwestia po prostu strachu przed utratą pracy – powiedział Paweł Rudnicki.

Reklama

To mocne stwierdzenie. Rudnicki nie przedstawił podczas rozmowy dowodów potwierdzających, że pracownicy nie pojawili się na zapowiadanym proteście z obawy przed utratą zatrudnienia. Jest to jego ocena sytuacji.

Tak samo słowa dotyczące czterech protestów związków zawodowych, konfliktu z pielęgniarkami czy sytuacji na poszczególnych oddziałach przedstawiamy jako wypowiedź Rudnickiego, a nie ustalenia naszej redakcji.

„Szpital należy do mieszkańców”

Wiceprezes Ruchu Narodowego mówił również o tym, czego oczekuje w związku z sytuacją wokół Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego we Włocławku.

Reklama

Szpital należy do mieszkańców. Nie jest też własnością żadnej partii politycznej i chciałbym, żeby te wszystkie niejasności, jeżeli one są, zostały wyjaśnione – mówił.

Rudnicki odniósł się także do pojawiających się zarzutów dotyczących wykorzystywania pomieszczeń, infrastruktury szpitala oraz czasu pracy pracowników do prywatnych celów. Sam zaznaczał przy tym warunkowy charakter tych twierdzeń.

– Jeżeli były nieprawidłowości, chciałbym, żeby to zostało wyjaśnione. Jeżeli pomieszczenia, infrastruktura szpitala, czas pracy pracowników były wykorzystywane do prywatnych celów, chciałbym, żeby to było rozliczone – powiedział.

Reklama

Dodał jednocześnie, że jeśli pojawiające się informacje okażą się nieprawdziwe, mieszkańcy również powinni się o tym dowiedzieć.

Jeżeli okażą się nieprawdą, chciałbym, żeby mieszkańcy poznali fakty, że takie sytuacje nie miały miejsca. Wtedy będziemy mogli uznać sprawę za zakończoną – mówił Rudnicki.

Zapowiada, że będzie wracał przed szpital

Rudnicki mówił też o lekarzach, którzy odeszli z włocławskiej placówki. Zapowiedział wsparcie zarówno dla nich, jak i dla osób, które ewentualnie zdecydują się protestować.

– Będę, jeżeli będę mógł, wspierał te osoby, które będą tutaj protestowały. Będę wspierał lekarzy, którzy też odeszli tutaj z pracy. Wiem, że to byli wspaniali fachowcy, których brakuje we Włocławku – powiedział.

Reklama

Padła też deklaracja dalszego zainteresowania sytuacją w placówce.

Tak długo będę się tutaj pojawiał, dopóki te wszystkie wątpliwości nie zostaną rozwiane – zapowiedział Paweł Rudnicki.

Jego krytyczna ocena organizacji i atmosfery pracy w szpitalu pozostaje opinią polityka. W trakcie cytowanej rozmowy nie przedstawił danych, które pozwalałyby niezależnie potwierdzić te oceny.

Krytycznie o słowach marszałka

Podczas rozmowy Rudnicki został również zapytany o wcześniejsze wypowiedzi marszałka województwa. Wcześniej sugerował, że pracownicy mogli poczuć się nimi zastraszeni.

Reklama

– Przede wszystkim ja to odebrałem jako odebranie prawa do protestu, do swojego głosu w wypowiedziach marszałka – odpowiedział.

Rudnicki mówił także o – w jego ocenie – lekceważącym tonie wobec lekarzy, którzy nie pracują już w szpitalu. Wymienił doktora Wojtaczkę oraz doktora Nożewskiego.

Również w tym przypadku jest to ocena Pawła Rudnickiego, a nie ustalenie dotyczące intencji marszałka czy sytuacji pracowników szpitala.

Protestu nie było. Wcześniej krążył plakat

Cała rozmowa odbyła się w czasie, gdy przed budynkiem administracji miał rozpocząć się zapowiadany wcześniej protest przed szpitalem we Włocławku.

Reklama

Informacja o nim pojawiła się na plakacie krążącym w mediach społecznościowych, który trafił również do naszej redakcji. Wskazano na nim 2 września, godz. 13.30, a także szereg postulatów, w tym żądanie odwołania dyrektora.

Na plakacie nie wskazano jednak formalnego organizatora. Szpital już przed 2 września informował nas, że nie otrzymał oficjalnej informacji dotyczącej protestu.

Ostatecznie zapowiadana akcja się nie odbyła. Na miejscu byli natomiast dziennikarze, Paweł Rudnicki oraz trzy radiowozy policji.

Reklama

Szpital odpowiada na krytykę

Tego samego dnia szpital przedstawił obszerne stanowisko dotyczące informacji pojawiających się w ostatnich tygodniach wokół placówki. Zapewnił m.in., że SOR we Włocławku funkcjonuje i nieprzerwanie przyjmuje pacjentów.

Placówka zdementowała również informacje o proponowaniu lekarzom zainteresowanym pracą na SOR stawek w wysokości 500 zł za godzinę dyżuru. Odrzuciła także część doniesień dotyczących obsady oddziału i organizacji pracy.

Szpital zaapelował o weryfikowanie informacji u źródła. W stanowisku pojawiło się również stwierdzenie, że „szpital nie powinien stawać się przedmiotem politycznej gry”.

Reklama

Po proteście, którego ostatecznie nie było, spór więc nie zniknął. Paweł Rudnicki zapowiada, że będzie wracał do sprawy, a szpital stanowczo odpowiada na część pojawiających się publicznie zarzutów.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 03/09/2026 11:42
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości