Reklama

Protest bez protestujących przed szpitalem we Włocławku. Teraz placówka zabiera głos

Miał być protest, były mocne hasła i żądanie odwołania dyrektora. Zabrakło tylko protestujących. Zapowiadana na 2 września akcja przed Wojewódzkim Szpitalem Specjalistycznym we Włocławku ostatecznie się nie odbyła. Szpital nie ograniczył się jednak do komentarza o pustym placu przed administracją. Odpowiedział również na krążące informacje dotyczące SOR-u, obsady lekarskiej i stawek sięgających rzekomo 500 zł za godzinę dyżuru. W stanowisku padają też mocne słowa o „politycznej narracji” i „budowaniu kapitału politycznego”.

Miał być protest, były mocne hasła, konkretna data i godzina. Zabrakło tylko protestujących. Zapowiadana na środę, 2 września, akcja przed Wojewódzkim Szpitalem Specjalistycznym we Włocławku ostatecznie się nie odbyła. Przed budynkiem administracji pojawili się za to dziennikarze. Szpital wykorzystał sytuację, by szerzej odpowiedzieć na informacje, które od kilku tygodni krążą wokół placówki i włocławskiego SOR-u.

Historia zaczęła się od plakatu, który pojawił się w mediach społecznościowych i trafił również do naszej redakcji. Zapowiadano na nim protest przed szpitalem we Włocławku na 2 września o godz. 13.30. Były zarzuty dotyczące funkcjonowania placówki i żądanie odwołania dyrektora. Nie było natomiast informacji, kto formalnie organizuje wydarzenie.

Reklama

Jeszcze przed planowaną akcją szpital informował nas, że nie otrzymał oficjalnej informacji dotyczącej protestu. W środę okazało się, że znak zapytania przy tej zapowiedzi był uzasadniony.

Protest przed szpitalem we Włocławku. Protestujących zabrakło

Szpital odniósł się do sytuacji z wyraźnym dystansem. W przesłanej mediom informacji nie zabrakło też uszczypliwości.

Zapowiadany na dziś protest przed budynkiem administracji okazał się okazją do sympatycznej rozmowy z obecnymi na miejscu dziennikarzami. Sam protest – choć wcześniej dość hucznie zapowiadany w mediach – ostatecznie się nie odbył. Przy postulatach dużego kalibru zabrakło bowiem jednego, istotnego elementu: organizatorów i protestujących – przekazał Wojewódzki Szpital Specjalistyczny we Włocławku.

Reklama

Na tym placówka jednak nie poprzestała. Niedoszły protest stał się punktem wyjścia do znacznie szerszego stanowiska dotyczącego tego, co w ostatnich tygodniach mówiło się i pisało o szpitalu.

Według placówki z dużą częstotliwością pojawiają się informacje przedstawiane jako fakty, które – jak twierdzi szpital – po sprawdzeniu okazują się nieprawdziwe albo znacząco odbiegają od rzeczywistości.

Protestujących zabrakło, ale przed szpitalem pojawił się Paweł Rudnicki, wiceprezes Ruchu Narodowego w województwie kujawsko-pomorskim. Rozmawiał z obecnymi na miejscu dziennikarzami i odniósł się do sytuacji w placówce. Jego wypowiedzi oraz poruszone przez niego kwestie opiszemy szerzej w osobnym materiale.

Reklama

Szpital odpowiada na informacje o SOR

Jednym z głównych tematów jest Szpitalny Oddział Ratunkowy we Włocławku. W przestrzeni publicznej pojawiały się informacje dotyczące m.in. odejść lekarzy, obsady dyżurów oraz organizacji pracy oddziału.

Szpital odpowiada na nie stanowczo.

– Mowa była o „masowych odejściach lekarzy z SOR” – tymczasem SOR funkcjonuje i nieprzerwanie przyjmuje pacjentów. Pojawiły się informacje o stawkach rzędu 500 zł za godzinę dyżuru – nie są prawdziwe – przekazuje placówka.

Szpital dementuje również informacje dotyczące dyżuru z 28 sierpnia. Według przekazanego stanowiska lek. Łukasz Brycht, pełniący obowiązki zastępcy dyrektora ds. lecznictwa, nie zabezpieczał jednocześnie dwóch oddziałów.

Reklama

Nieprawdą jest, że w piątek 28 sierpnia br. lek. Łukasz Brycht, pełniący obowiązki zastępcy dyrektora ds. lecznictwa, jednocześnie zabezpieczał dyżur na Oddziale Chirurgii Ogólnej i Onkologicznej oraz SOR. Tego dnia pełnił on dyżur tylko na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym – czytamy w stanowisku szpitala.

Placówka podaje, że tego dnia na SOR pracowało trzech lekarzy, w tym dwóch lekarzy systemu Państwowego Ratownictwa Medycznego. Dyżur na chirurgii mieli w tym samym czasie pełnić inni lekarze.

Co z oczekiwaniem pacjentów?

Szpital odniósł się również do informacji dotyczących czasu oczekiwania na diagnostykę.

Reklama

Według placówki nie jest prawdą, że pacjenci przez wiele godzin czekali na samo zlecenie badań. Szpital wskazuje, że świadczenia i diagnostyka były realizowane zgodnie ze stanem chorych oraz zasadami triage.

To ważne rozróżnienie. Na SOR kolejność przyjmowania pacjentów zależy od pilności ich stanu, a nie wyłącznie od godziny pojawienia się na SOR-ze.

Placówka wyjaśniła również obecność na SOR kierownika Stacji Pogotowia Ratunkowego. Według szpitala nie była ona sytuacją nadzwyczajną ani reakcją na problemy organizacyjne.

Reklama

Obecność na oddziale bardzo doświadczonego ratownika medycznego, który przez lata uczestniczył w zabezpieczaniu najcięższych stanów zagrożenia życia i resuscytacji, może jedynie wzmacniać pracę zespołu i służyć bezpieczeństwu pacjentów – argumentuje szpital.

Kierownik Stacji Pogotowia Ratunkowego ma pojawiać się na SOR również w przyszłości. Placówka wcześniej zapowiadała bowiem zwiększenie roli ratowników medycznych w pracy oddziału.

500 zł za godzinę dyżuru? Szpital dementuje

Osobny fragment stanowiska dotyczy pieniędzy. W przestrzeni publicznej miały pojawiać się informacje, że lekarzom zainteresowanym pracą na włocławskim SOR proponowane są stawki sięgające 500 zł za godzinę dyżuru.

Reklama

Szpital temu zaprzecza.

Jednocześnie stanowczo dementujemy pojawiające się w przestrzeni publicznej informacje, jakoby lekarzom zainteresowanym pracą na SOR proponowano stawki w wysokości 500 zł za godzinę dyżuru. Informacje te nie mają pokrycia w rzeczywistości – czytamy w stanowisku.

To stanowisko placówki. Szpital zwraca przy tym uwagę, że publikowanie niesprawdzonych informacji może jego zdaniem wpływać nie tylko na odbiór placówki przez pacjentów, ale także przez lekarzy, pielęgniarki i ratowników rozważających pracę we Włocławku.

Reklama

Szpital mówi o „politycznej narracji”

W dalszej części odpowiedzi ton robi się jeszcze ostrzejszy. Wojewódzki Szpital Specjalistyczny we Włocławku zarzuca części autorów publicznych wypowiedzi brak wcześniejszej weryfikacji informacji u źródła.

Placówka idzie jednak krok dalej i stawia tezę o politycznym tle części przekazu.

Trudno oprzeć się wrażeniu, że podgrzewanie atmosfery i przedstawianie niepotwierdzonych informacji jako faktów służy przede wszystkim prowadzeniu politycznej narracji i budowaniu kapitału politycznego, a nie rzetelnemu wyjaśnianiu sytuacji – napisano w stanowisku.

Reklama

Szpital nie wskazuje w tym fragmencie konkretnej osoby, której przypisuje takie działanie. Odnosi się natomiast szerzej do parlamentarzystów i ich możliwości wpływania na system ochrony zdrowia.

Szpital nie powinien stawać się przedmiotem politycznej gry – podkreśla placówka.

Od plakatu do pustego protestu

Cała historia zatoczyła więc dość nietypowe koło. Najpierw pojawił się plakat z mocnymi hasłami i datą 2 września. Nie wskazano na nim formalnego organizatora. Szpital już wtedy informował, że nie otrzymał oficjalnego zawiadomienia o planowanej akcji.

Reklama

W środę przed budynkiem administracji nie pojawili się ani organizatorzy, ani protestujący.

Zamiast protestu mieszkańcy dostali więc kolejną odsłonę sporu o to, co naprawdę dzieje się w szpitalu we Włocławku i na tamtejszym SOR. Tym razem głos szeroko zabrała sama placówka.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo nWloclawek.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości