Czy każdy pacjent szpitala we Włocławku może liczyć na taki sam standard opieki, gdy naprawdę jej potrzebuje? To pytanie wybrzmiewa szczególnie mocno po konferencji dotyczącej leczenia matki dyrektora placówki. Dyrektor zaprzeczył, by korzystała z „saloniku VIP”, kierownik oddziału mówił o trzyosobowej sali, a naczelna pielęgniarka zapewniała: „Wszystkimi pacjentami zajmujemy się tak samo, jeśli tego wymagają”. I właśnie ta deklaracja jest ważna nie tylko w kontekście jednej pacjentki. Dotyczy każdego mieszkańca, który pewnego dnia może znaleźć się po drugiej stronie szpitalnych drzwi.
Dyrektor szpitala we Włocławku zabrał głos po publikacjach dotyczących leczenia swojej matki. Zaprzeczył, by pacjentka korzystała z „saloniku VIP”. Kierownik oddziału mówił o trzyosobowej sali i parawanie, a naczelna pielęgniarka tłumaczyła, że opisane czynności pielęgnacyjne należą do normalnej opieki nad pacjentem. Później dziennikarze przeszli do kolejnych tematów: SOR-u, dyżurów „pod telefonem” i zawiadomienia do prokuratury.
Dyrektor rozpoczął od ostrego oświadczenia.
– Została przekroczona granica przyzwoitości i poszanowania prywatności – powiedział.
Odnosił się do publikacji jednego z ogólnopolskich portali oraz informacji, które – jak mówił – zostały później powielone przez jeden z włocławskich serwisów.
– Jest to gra na najgłębszych ludzkich uczuciach i podziałach, na których nie ma mojej zgody – stwierdził.
Dodał również:
– Obrażanie zmarłego, w tym mojej mamy, narusza godność mojej osoby i mojej rodziny, gdyż przedstawione w artykule informacje nie są prawdziwe i szkalują nas.
Potem dyrektor przeszedł do konkretów.
– We włocławskim szpitalu nie ma saloników VIP i w związku z tym moja mama nie mogła w nich przebywać – oświadczył.
Według danych przedstawionych przez dyrektora jego matka przebywała na oddziale otolaryngologii z przerwami od 6 sierpnia do 26 marca.
Łącznie miało to być 65 dni w ciągu 7,5 miesiąca.
Dyrektor odniósł się również do kwestii zajmowania łóżka.
– W tym czasie odbyły się wszystkie zaplanowane zabiegi chirurgii dziecięcej jednego dnia, co już oznacza, że nie mogła blokować łóżka – powiedział.
Po zakończeniu możliwości skutecznego leczenia pacjentka została przeniesiona do oddziału medycyny paliatywnej. Jak przekazał dyrektor, po miesiącu zmarła.
Głos zabrał dr n. med. Bogdan Zagrzejewski, kierownik oddziału otolaryngologii, chirurgii głowy i szyi.
Dyrektor poinformował, że po uzyskaniu zgody rodzeństwa upoważnia lekarza do przekazania informacji dotyczących leczenia matki.
– Ośmiokrotnie pacjentka była u nas hospitalizowana – powiedział dr Zagrzejewski.
Pierwszy pobyt miał trwać od 6 do 12 sierpnia 2024 roku. Powodem przyjęcia była duszność.
– Dodam, że pacjentka była ciężko chora, miała ciężki nowotwór i wyglądało to w ten sposób, że miewała dramatyczne duszności w związku z tą chorobą – mówił lekarz.
Pacjentka wcześniej przeszła operację w Poznaniu. Według dr. Zagrzejewskiego zmiany nie udało się usunąć w całości.
Później została zakwalifikowana do immunoterapii. Lek miał być podawany w Regionalnym Centrum Onkologii we Włocławku.
Najbardziej konkretna odpowiedź na pytania o warunki pobytu padła właśnie z ust kierownika oddziału.
– Trzyosobowa sala, na której pani leżała czasem sama, czasem z innymi chorymi, jak to było niezbędne, oddzielona parawanem, bo nie mamy takich warunków, żeby hospitalizować chorych pojedynczo – powiedział dr n. med. Bogdan Zagrzejewski.
Dodał, że była to sala ogólna.
– W związku z tym była na sali ogólnej i w nadziei, że będzie szansa wyleczenia, kontynuowaliśmy to leczenie – mówił.
Gdy dalsze leczenie nie dawało już nadziei na wyleczenie, pacjentkę skierowano do opieki paliatywnej. Według lekarza przeniesiono ją po 26 marca.
Podczas konferencji wrócił również temat czynności higienicznych i pielęgnacyjnych.
Naczelna pielęgniarka tłumaczyła, że są one częścią normalnej opieki nad chorym.
– Proces leczenia to nie jest tylko samo leczenie, ale to jest kompleksowa opieka nad pacjentem – powiedziała.
Wymieniła m.in. pielęgnację skóry i głowy oraz pomoc przy higienie osobistej.
Jak przekazała, takie czynności wykonują opiekunowie medyczni, asystenci personelu medycznego i pielęgniarki.
– Wszystkimi pacjentami zajmujemy się tak samo, jeśli tego wymagają – zapewniła.
I właśnie to zdanie może wybrzmieć najmocniej.
Bo w publicznym szpitalu nie chodzi tylko o to, kto otrzymał dobrą opiekę. Chodzi o to, czy taki sam standard jest codziennością dla każdego pacjenta, który go potrzebuje.
Po części dotyczącej matki dyrektora padło pytanie o rozwiązanie umowy z byłym szefem SOR-u. Dziennikarz zapytał, dlaczego inicjatywa miała wyjść od dyrektora.
– Pogorszyła się nam nasza współpraca – odpowiedział.
To była krótka odpowiedź. Chwilę później rozmowa zeszła już na organizację dyżurów.
Przedstawiciel szpitala mówił o umowie zawartej w 2023 roku oraz problemach ze znalezieniem odpowiedniej liczby lekarzy. Poinformował również o skardze.
– Mam tylko jedną skargę na funkcjonowanie tego typu dyżuru, którą w tej chwili rozpatrujemy – powiedział.
Szpital ogłosił nowy konkurs. W jego warunkach znalazł się obowiązek pełnienia co najmniej czterech dyżurów miesięcznie.
– Tam zawarliśmy obligatoryjnie obowiązek dyżurowania co najmniej cztery dyżury miesięcznie – powiedział przedstawiciel placówki.
Jeśli warunki nie zostaną spełnione, konkurs może zostać unieważniony.
Dziennikarz zapytał następnie, czy w niekorzystnym scenariuszu nadal możliwe będą dyżury „pod telefonem”.
– No nie zakładamy takiej sytuacji, ponieważ wiem, jaka jest presja społeczna, żeby ci lekarze byli – odpowiedział dyrektor.
Zapowiedział, że konkursy będą prowadzone do skutku.
– W związku z tym będziemy do skutku przeprowadzali konkursy, póki nie znajdziemy – powiedział.
Po chwili padły słowa, które mogą wywołać równie dużą dyskusję jak wcześniejsza część konferencji.
– Chcemy współpracować z lekarzami, którzy się identyfikują ze szpitalem, a nie z takimi, którzy tylko przychodzą, żeby zarabiać pieniądze na zaćmach, witrektomiach i innych operacjach oczu – powiedział dyrektor.
To jego wypowiedź i jego ocena dotycząca współpracy z lekarzami.
Na konferencji pojawiło się również pytanie o zawiadomienia składane przez dyrekcję.
Kiedy dziennikarka wskazała sprawę tomografii komputerowej, dyrektor odpowiedział:
– Ach, rozumiem. Wiem, o co pani chodzi. Ma pani rację.
Następnie potwierdził:
– Tak, złożyliśmy do prokuratury zawiadomienie o nieprawidłowościach, według nas oczywiście, podczas przeprowadzania procesu zakupowego i dostawy.
Dyrektor podkreślił, że sprawa jest nadal wyjaśniana.
– Jesteśmy w procesie w tej chwili wyjaśniającym. Także nie chciałbym więcej informacji udzielać. Sprawa jest otwarta – powiedział.
Samo zawiadomienie nie rozstrzyga, czy nieprawidłowości rzeczywiście miały miejsce. To dopiero przedmiot dalszego postępowania. Dyrektor wspomniał także o możliwych negocjacjach przed Prokuratorią Generalną. Jak zaznaczył, decyzja w tej sprawie jeszcze nie zapadła.
Spotkanie zaczęło się od obrony dobrego imienia zmarłej matki dyrektora i odpowiedzi na publikacje dotyczące jej leczenia. Skończyło się znacznie szerzej.
Były pytania o warunki pobytu pacjentki, organizację SOR-u, dyżury lekarzy i sprawę skierowaną do prokuratury.
W sprawie opieki nad matką dyrektora najmocniej brzmi dziś jedno zdanie naczelnej pielęgniarki:
– Wszystkimi pacjentami zajmujemy się tak samo, jeśli tego wymagają.
I właśnie tutaj zaczyna się temat ważny nie dla jednej rodziny, ale dla całego Włocławka.
Dobra opieka nie powinna być czymś, co zwraca uwagę dopiero wtedy, gdy pacjentem jest osoba bliska człowiekowi kierującemu szpitalem. Powinna być zwykłym standardem. Bez względu na nazwisko, stanowisko czy rodzinne relacje.
A mieszkańcy mają pełne prawo patrzeć placówce na ręce i pytać, czy właśnie tak wygląda to każdego dnia.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze